Znasz to pytanie. Może zadała Ci je ciotka przy niedzielnym obiedzie. Może mąż, kiedy pierwszy raz powiedziałaś na głos, że chciałabyś projektować wnętrza. A może zadajesz je sobie sama, wieczorem, kiedy scrollujesz reklamy kursów i widzisz: „Zostań projektantką w 3 miesiące”.
Ale czy to jest w ogóle poważny zawód? Przecież dzisiaj każdy zrobi sobie remont sam. Wizualizację wygeneruje AI. To po co ja?
Nagrałam o tym drugi odcinek podcastu Architektura Dobrostanu i wiem, że nie każda z Was ma dwadzieścia minut na słuchanie. Więc spisuję to tutaj. Trochę tak, jak mówię, bo nie umiem inaczej.
Skąd w ogóle bierze się to pytanie
Zacznijmy od tego, że ten zawód jest młody. Naprawdę młody. Najpierw byli tylko architekci i inżynierowie. Potem nastąpił rozłam między architekturą a wnętrzami. Potem, jako łagodniejsza wersja architekta, pojawiła się projektantka. I do dzisiaj w branży trwa dyskusja, kto może się nazywać architektem, a kto nie. To nie jest przypadek. Architektura wnętrz przez lata była zawodem inżynierskim i po części nadal nim jest.
A potem przyszła fala. Fala krótkich kursów. Dwa miesiące, trzy miesiące, „gwarancja”, że zostaniesz profesjonalistką. I powiem Ci uczciwie: ja wcale nie uważam, że one są złe. Krótki kurs to często świetny start, dobra podstawa. Problem zaczyna się wtedy, kiedy ktoś obiecuje Ci, że to jest cała droga. Bo nie jest.
I mam wrażenie, że my, jako branża, właśnie tę fazę mijamy. Ludzie zaczynają rozumieć, że projektowanie wnętrz to nie jest ładne narysowanie obrazka i dobranie poduszek do dywanu. I mnie to bardzo cieszy.
Zróbmy sobie mały test
Zastanówmy się, co tak naprawdę robi osoba, która projektuje komuś dom.
Czy ma wpływ na to, jak ten ktoś będzie się wysypiać? Ma. Czy ma wpływ na to, w jakich warunkach ta osoba będzie jadła? Ma. Czy ma wpływ na to, jak będzie się relaksować? Ma. Czy ma wpływ na to, czy będzie się umiała skupić na pracy zdalnej? Ma. Czy ma wpływ na to, jak ta rodzina będzie ze sobą rozmawiać, siadać, spotykać się? Ma.
I nagle okazuje się, że zależności, na które wpływa decyzja projektantki, jest cała masa.
Dołóż do tego jeszcze jedno. Badania nad tym, gdzie spędzamy czas, pokazują, że około 90% naszego życia toczy się w pomieszczeniach. Dołożyłyśmy do tego ekrany. Jeśli mieszkasz w mieście, to w zasadzie z tej bańki nie wychodzisz. Czy wnętrza „generują” alergie i choroby? Nie, nie możemy tego tak powiedzieć, byłoby to nieuczciwe. Ale czy mają wpływ? Mogą mieć. I to wystarczy, żeby zobaczyć, że rola projektantki wcale nie jest błaha.
Bo to nie jest tak, że będziesz „zmieniać kolory ścian”. Jeżeli oprzesz swoją decyzję o badania, jeżeli rozumiesz, jak kolor rezonuje w kulturze, jak działa światło, akustyka, dotyk, jak nasz mózg integruje bodźce z wielu zmysłów jednocześnie, to Ty nie zmieniasz koloru ścian. Ty prowadzisz kogoś przez proces zmiany jego własnego domu. A dom to nie jest neutralne miejsce.
„Ale ja się boję, że to niepoważne”: porozmawiajmy o tym, co naprawdę Cię blokuje
Wiem, jak to wygląda w praktyce, bo od lat pracuję z kobietami, które przychodzą do Akademii dokładnie z tym w głowie.
Jest w Tobie ten cichy głosik. Ten, który od dawna mówi: chciałabyś robić coś innego. I on nie jest śmieszny. On nie jest bez sensu. To, że ktoś Ci kiedyś powiedział, że to „nie jest zawód, bo każdy sobie remont zrobi sam”, to jest cudze przekonanie, które przykryło Twoją potrzebę. Nic więcej.
I teraz coś, co świadomie trochę wyostrzę, bo chcę, żebyś to zobaczyła.
Kiedy wybieramy drogę dla naszych dzieci, to czy mówimy im: zrób sobie szybki, tani kursik i jakoś to będzie? Nie. Mówimy: podejdź do tego poważnie, zainwestuj w siebie, to jest Twoje życie. Ale jak przychodzi co do czego u nas samych, to nagle: ja to szybko, byle taniej, byle się nie angażować za bardzo.
A z drugiej strony nowe buty, nowa bluzka, coś, co niczego w nas nie zmienia, kupujemy od ręki, emocjonalnie, bez zastanowienia. Nikomu tu niczego nie umniejszam, ja też lubię się dobrze ubrać. Chodzi mi o coś innego. O to, że na własny rozwój, na własne marzenie, na własną zmianę drogi patrzymy przez palce, a to jest akurat ta jedna rzecz, na którą naprawdę warto.
I tu jest to rozwidlenie. Czy ten zawód jest poważny, zależy od tego, jak Ty go potraktujesz. Jaką ścieżkę wybierzesz, z kim zdecydujesz się uczyć, czy będzie ktoś, kto zweryfikuje Twoją wiedzę, zanim popełnisz błąd. Bo błąd w tym zawodzie to nie jest błąd w tabelce. To jest błąd w czyimś domu i w czyimś życiu.
Dlaczego nie da się „zostać projektantką w 3 miesiące”
Nie dlatego, że jesteś za mało zdolna. Dlatego, że zmieniasz drogę. To jest rozpoczęcie nowej ścieżki zawodowej, a od nowej ścieżki nie oczekujmy, że w rok czy dwa zrobi z nas specjalistkę. Myślę wręcz, że byłoby to dla nas szkodliwe.
Bo tu wchodzi ego. I nie mówię o ego jako o czymś złym, tylko o mechanizmie, który dobrze znam. Kiedy działamy z poczucia braku, ego stawia ścianę i mówi: ty już wszystko wiesz, ty już wszystko umiesz, ty jesteś najlepsza. I w naszej branży, niestety, można to zauważyć. A kiedy tworzysz z pełni, nie z braku, to jest zupełnie inny poziom tworzenia. Chowasz swoje ego za siebie, patrzysz na człowieka, dla którego projektujesz, na jego potrzeby i na jego ograniczenia. I to jest, swoją drogą, genialna praca nad sobą.
Ten zawód polega na tym, żeby wzrastać wraz z latami doświadczeń. Krótki kurs może Cię uspecjalizować, kiedy już jesteś projektantką. Ale nie zrobi z Ciebie projektantki od tak. Dlatego tak ważne są naprawdę mocne podstawy i społeczność, w której masz kogo zapytać. Świadomie biorę „mądrzejszego” w cudzysłów, bo to zawsze są czyjeś doświadczenia i czyjś filtr. Ale bez tego filtra idziesz sama.
Kim jest dzisiaj projektantka wnętrz
Z moich obserwacji wynika jedno: my się specjalizujemy. Projektantka „od wszystkiego” to projektantka, która projektuje dla nikogo. Powstają specjalizacje: pokoje dziecięce, wille premium, hotele, biura, wnętrza dla osób, które potrzebują czegoś więcej niż estetyki. I to nie dzieje się bez powodu. Tej wiedzy jest po prostu ogrom.
Jeszcze niedawno, żeby zbadać, jak człowiek reaguje na przestrzeń, mieliśmy w zasadzie tylko rezonans magnetyczny. Badanie w dużej tubie, patrząc na obrazki, gdzie samo środowisko badania było stresujące. Dzisiaj technologia poszła o krok dalej i jesteśmy w stanie zobaczyć o wiele więcej. I ja uważam, że to dopiero wierzchołek góry lodowej.
Dlatego najlepsze określenie tego, kim powinna być dzisiaj projektantka wnętrz, to dla mnie Architektka Dobrostanu. Osoba, która:
- rozumie zależności między przestrzenią a człowiekiem,
- ma podstawową wiedzę z psychologii środowiskowej i neurobiologii,
- potrafi czytać badania naukowe i wyciągać z nich wnioski (nie znać na pamięć, rozumieć),
- odróżnia to, co jest udowodnione, od tego, co jest tylko jej gustem albo modą,
- widzi, że wnętrze powstaje dla konkretnej jednostki, konkretnego systemu rodzinnego, z ich ograniczeniami i potrzebami.
I jedno ważne rozróżnienie, bo często je powtarzam: my nie jesteśmy terapeutkami ludzi. My jesteśmy terapeutkami wnętrz. To jest coś zupełnie innego. Klient ma prawo wybrać rzeczy, które nie są dla niego w stu procentach wspierające. To też jest część jego procesu. Naszą rolą jest wiedzieć, dlaczego coś działa, i uczciwie o tym powiedzieć.
Jak podejść do tej zmiany, żeby się nie połamać
Kiedy przesadzamy roślinę, jest taki moment, w którym korzenie są na wierzchu. Nic ich nie chroni. Coś może się złamać. I tak samo jest z remontem u klienta (dlatego pojawia się tam tyle emocji), i tak samo jest z Twoją własną zmianą drogi. Nie ma nic dziwnego w tym, że uruchamiają się emocje, że wychodzą tematy dawno zakopane. To nie jest znak, że robisz coś źle. To jest znak, że robisz coś ważnego.
Ale nie musisz przenosić wszystkiego za jednym razem. Tak jak nie przenosimy całego domu w jednym kursie. Z kobietami w Akademii często pracuję tak: jeżeli jesteś teraz na etacie, zaplanuj tę transformację. Zacznij od jednego projektu na dwa, trzy miesiące. Odkładaj to, co z niego zostaje, na moment, w którym poczujesz się na tyle bezpiecznie, żeby odejść. To nie jest skok w przepaść. To jest przeprowadzka.
A teraz ta druga strona, o której się mniej mówi
Ten zawód jest odpowiedzialny. Ale jest też niesamowicie piękny.
Jest różnorodny. Każda klientka przynosi Ci nowe doświadczenie, nową koncepcję, nowy dom do zrozumienia. Nie siedzisz cały czas za biurkiem. Możesz decydować o swoich godzinach. Możesz ułożyć pracę tak, że w jednym miesiącu masz jej bardzo dużo, a w kolejnym robisz zupełnie co innego. Ja niejednokrotnie miałam miesiąc, półtora przerwy między projektami i mogłam się zająć rzeczami, na które wcześniej nie było miejsca. Ciągłość pracy wynika tu ze zobowiązania kontraktowego, nie z tego, że zawód nie pozwala Ci odejść od komputera.
I nie zawsze musisz tylko realizować projekty. Ten zawód daje dzisiaj masę innych, kreatywnych możliwości. Bo on jest, na koniec dnia, jedną wielką kreacją.
Na koniec
Nie wiem, czy ten cichy głosik w Tobie mówi już głośno, czy dopiero szepcze. Ale wiem jedno: pytanie, czy projektowanie wnętrz jest poważnym zawodem, ma prostą odpowiedź. Jest tak poważny, jak poważnie go potraktujesz.
Jeśli podejdziesz do niego lekko, konsekwencje poniesie ktoś inny. Jeśli podejdziesz poważnie, Twoja praca będzie miała realny wpływ na to, jak ludzie śpią, jedzą, odpoczywają i rozmawiają ze sobą w domach, które im pomogłaś stworzyć.
To jest jedno życie. Drugiego takiego samego nie będzie. Warto stworzyć sobie ten dobrostan nie gdzieś kiedyś, tylko już tutaj. Nawet jeśli po drodze trzeba przejść przez moment, w którym korzenie są na wierzchu.
Cały odcinek znajdziesz w podcaście Architektura Dobrostanu na Spotify. A jeśli chcesz zobaczyć, jak uczymy tego w Akademii Wnętrze to Sztuka, zajrzyj do opisu kursu Le Triptyque.

