Znasz to uczucie. Zapisałaś się na kurs, obejrzałaś webinar, powiedziałaś na głos, że w tym roku wreszcie ruszasz. A potem budzisz się miesiąc później, dwa miesiące później, czasem rok później i jesteś dokładnie w tym samym miejscu. Marzenie wciąż w Tobie jest, ale nic się nie wydarzyło.
Nagrałam o tym trzeci odcinek podcastu Architektura dobrostanu i wiem, że nie każda z Was ma trzydzieści minut na słuchanie. Więc spisuję to tutaj. Trochę tak, jak mówię, bo inaczej nie umiem.
Powiem Ci od razu jedną rzecz, żeby zdjąć z Ciebie ciężar. Utknięcie w realizacji celów to najczęściej nie jest brak silnej woli ani dowód na to, że się nie nadajesz. To wynik dwóch sił, które działają na Ciebie jednocześnie: Twojego otoczenia i Twoich wewnętrznych przekonań. I dobra wiadomość jest taka, że jedno i drugie da się świadomie zmienić.
Dwie siły, które Cię blokują
Z moich obserwacji, doświadczeń i tego, co wiem, utykanie dzieje się na dwóch poziomach.
Pierwszy to sfera środowiskowa. To wszystko, co blokuje Cię z zewnątrz: ludzie wokół Ciebie, ich oczekiwania, miejsce, w którym mieszkasz, hałas, brak przestrzeni na regenerację.
Drugi to sfera mentalna. To, co blokuje Cię od środka: przekonania o sobie, perfekcjonizm, głos, który mówi, że jeszcze nie teraz.
Jedno przeplata się z drugim. Ale zacznijmy od otoczenia, bo o nim mówi się najmniej, a działa na nas najmocniej.
Nie masz czasu? Masz źle ustawione priorytety
To zdanie słyszę najczęściej. „Sylwia, ja bym chciała, ale nie mam czasu.” Przestałam już przekonywać kobiety, że czas mają. Bo mają. Tylko mają go poukładany wokół cudzych spraw, nie swoich.
Powiem to najdelikatniej, jak potrafię, bo mówię z miejsca osoby, która chce, żebyś osiągnęła swój cel. Godzina rozmowy telefonicznej o problemie koleżanki. Weekend oddany cioci, która akurat ma coś do załatwienia w mieście i zatrzyma się u Ciebie. Wieczór poświęcony wszystkim naokoło, tylko nie sobie. To nie jest brak czasu. To jest czas rozdany na cudze priorytety.
I tu wchodzi coś, o czym my, kobiety, słyszymy za rzadko: zdrowy egoizm. Nie chodzi o to, żeby przeskoczyć na drugą stronę i przestać pomagać bliskim. Chodzi o to, żeby swoje marzenie też wpisać na listę rzeczy ważnych. Nie na sam dół. Gdzieś wyżej.
Sama mam ADHD, dziś już całkiem nieźle ujarzmione, choć uważam, że to jest talent. Jeśli kiedykolwiek miałaś w głowie dwadzieścia otwartych zakładek naraz i każda wydawała się najważniejsza, to przybijam Ci wirtualną piątkę, bo ja też tak mam od zawsze. I właśnie dlatego wiem, że kluczem jest priorytetyzacja. Kiedy masz otwarte dwadzieścia zakładek, nie da się ruszyć z żadną. Trzeba je pozamykać i zostawić te, które naprawdę są Twoje.
Zacznij od jednej listy
Zanim przejdziemy dalej, zrób coś dla siebie. To ćwiczenie, które sama zrobiłam i które zmieniło u mnie bardzo wiele.
Rozpisz swój tydzień. Od poniedziałku do niedzieli, szczerze, dzień po dniu. Nie w stylu „wstaję, jem, idę do pracy, osiem godzin pracuję”. Bo przez te osiem godzin prawdopodobnie nie robisz tylko pracy. Rozmawiasz z koleżanką, wychodzisz na spacer, odbierasz telefony. Wypisz to naprawdę uczciwie.
U mnie ta lista pokazała ogromny odsetek czasu oddanego rozmowom, na które nie chciałam już poświęcać swojej przestrzeni. Kiedy je ograniczyłam, było trudno. Ale pokazało to jeszcze jedną rzecz: które relacje są wzajemne, a które polegały na tym, że ja ciągle daję, a w zamian nie dostaję nawet zrozumienia. I kiedy część tych więzi się rozluźniła, zaczęłam bardzo szybko osiągać rzeczy, których od siebie oczekiwałam od dawna, a coś mnie przy nich zatrzymywało.
Twoje otoczenie działa na Ciebie bardziej, niż myślisz
Jest takie znane powiedzenie, że jesteś wynikową pięciu osób, które Cię otaczają. Traktuję je jako celną obserwację, nie jako twardy fakt, ale coś w nim jest.
Wyobraź sobie, że chcesz zmienić sposób odżywiania. Twoja najbliższa przyjaciółka nie dba o dietę, partner nie dba, mama, którą odwiedzasz trzy razy w tygodniu, też nie, i jeszcze dwie osoby w pracy. Czy w takim otoczeniu łatwiej Ci będzie dojść do celu, czy trudniej? No właśnie.
W psychologii społecznej opisał to Kurt Lewin w swojej teorii pola. W dużym uproszczeniu mówi ona, że zachowanie człowieka nie wynika tylko z niego samego, ale z całego pola sił, w którym się znajduje. A jedną z tych sił jest środowisko. Włóż tę samą osobę w inne otoczenie, a zacznie zachowywać się inaczej.
To spina się w bardzo praktyczny sposób. Jeśli Twoi znajomi co piątek bawią się do rana, a Ty chcesz w sobotę o siódmej usiąść do kursu, prawdopodobnie się nie uda, bo nie zapewnisz sobie nawet podstawowej regeneracji. Ale jeśli Twoje otoczenie w piątkowy wieczór gra w grę planszową, pije ciepłą herbatę i rozchodzi się do domów o dwudziestej drugiej, bo każdy dba o swój rytm dnia, to szansa, że rano ruszysz, rośnie ogromnie.
To samo dzieje się szerzej. Miejsce, w którym mieszkasz, hałas, którego nie da się wyciszyć, powietrze, którym oddychasz w domu, wszystko to wpływa na Twoją zdolność do regeneracji i skupienia. Ale najmocniej i tak działają ludzie.
Perfekcjonizm i głos, który mówi „nie nadaję się”
Przejdźmy na chwilę do środka, bo nawet jeśli poukładasz otoczenie, możesz utknąć we własnej głowie.
My zwykle wyobrażamy sobie, że jak mamy marzenie, to od razu powinnyśmy w nim być dobre. Chcesz nauczyć się tańczyć, więc idziesz na zajęcia z przekonaniem, że po dwóch, trzech razach coś już będziesz umieć. A tu masz zakwasy, wszystko boli, rytmu jeszcze nie czujesz i pojawia się myśl: chyba się nie nadaję.
To jest perfekcjonizm w czystej postaci. I to on nas zakopuje. Bo mylimy początek drogi z brakiem talentu.
Dlatego zachęcam Cię do książki, która mi bardzo pomogła: Atomowe nawyki Jamesa Cleara. Autor opisuje w niej swoją bardzo trudną historię i to, jak małymi, konsekwentnie powtarzanymi nawykami poukładał życie na nowo. Jeśli z tak trudnego miejsca można wyjść małymi krokami, to Twoje marzenie też da się rozłożyć na drobne.
Nie stawiaj na motywację. Postaw na nawyki
Powiem to wprost. Jeśli oprzesz swoje życie tylko na motywacji, w większości przypadków przegrasz. Motywacja przychodzi i odchodzi. Faluje. To normalne.
Tym, co naprawdę działa, jest wytrwałość i nawyk. Nie zakładaj, że jak zaczynasz biegać, to od razu przebiegniesz godzinę. Załóż, że wyjdziesz na pięć minut. Nawet jeśli po tych pięciu minutach wrócisz, zaliczasz sukces, bo zbudowałaś nawyk wychodzenia. Ja tak właśnie zaczynałam po zimie: pięć minut, pięć minut, nie chce mi się, wracam. Konsekwentnie, każdego dnia. Aż w pewnym momencie pięć minut zamieniło się w kilometr, potem w dziesięć kilometrów dziennie.
Klucz jest w tym, żeby nie robić z marzenia wielkiej ceremonii. Zrób z niego coś tak zwyczajnego jak mycie zębów. Jeśli myślisz o projektowaniu wnętrz, zacznij od codziennego przeglądania Pinteresta i zapisywania inspiracji, które Cię ruszają. Zacznij od jednej małej rzeczy, która przybliża Cię do celu, a nie od niego oddala. Każda taka rzecz daje Ci mały zastrzyk dopaminy, a to on karmi motywację, nie odwrotnie.
Warto też spojrzeć, gdzie ucieka Ci uwaga. Badania nad uwagą pokazują, że ciągłe przeskakiwanie między zadaniami jest kosztowne, bo za każdym razem potrzebujesz czasu na ponowne wdrożenie się. Dużo taniej dla głowy jest pracować w blokach. Więc kiedy robisz coś swojego, włącz tryb „nie przeszkadzać”. Nie musisz być całą dobę na wezwanie własnego telefonu.
I jeszcze jedno narzędzie, które kocham: metoda Kaizen, czyli każdego dnia odrobinę lepiej. W pierwszym tygodniu uda Ci się dwa dni z siedmiu. Świetnie. W kolejnym spróbuj trzech. Nie musi być idealnie. Ma być trochę więcej niż wczoraj.
Dlaczego wracasz z webinaru pełna energii i znowu utykasz
Zostawiam na koniec mechanizm, który u nas w Akademii widzę najczęściej i który dotyczy prawie każdej z nas.
Przychodzą do mnie kobiety po webinarze, pełne energii, zdeterminowane, gotowe działać. A potem znikają i nie wracają. Dlaczego tak się dzieje?
Bo po spotkaniu wracasz do swojego życia. Do tych samych ludzi, tej samej przestrzeni, tego samego otoczenia, w którym Twojego marzenia po prostu nie ma. Bo ono na razie jest tylko w Tobie. Przez chwilę byłaś w polu, które Cię niosło, w otoczeniu, które mówiło „tak, dasz radę”. A potem znów jesteś tam, gdzie na to nie ma miejsca. I stąd ten rozjazd. Stąd tak łatwo utykamy.
To nie jest Twoja wina. To jest różnica środowisk. I dokładnie dlatego zacznij od tej listy dnia, a potem świadomie buduj wokół siebie przestrzeń, w której Twoje marzenie ma prawo istnieć.
Na koniec
Zastanów się nad jednym. Czy Ty dzisiaj, niezależnie od tego, czy marzysz o projektowaniu wnętrz, czy o czymś zupełnie innym, jesteś architektką dobrostanu dla samej siebie? Bo architektura dobrostanu w moim ujęciu to nie tylko wnętrze, w którym mieszkasz. To architektura codzienności. To, co w tym wnętrzu naprawdę robisz i jak układasz swój dzień.
Masz jedno życie. Drugiego takiego samego nie będzie. Warto wpleść w nie chociaż pięć minut na swoje marzenie, potem dziesięć, potem trochę więcej. I zrobić z tego coś tak oczywistego, że przestaniesz się nad tym zastanawiać. Po prostu będziesz to robić.
Najczęstsze pytania
Dlaczego ciągle odkładam swoje cele, mimo że naprawdę tego chcę?
Najczęściej nie chodzi o brak silnej woli. Utykanie wynika z dwóch sił jednocześnie: otoczenia, w którym żyjesz, oraz Twoich wewnętrznych przekonań. Kiedy zmienisz choćby jedną z nich, ruszasz z miejsca.
Jak przestać utykać w realizacji marzeń?
Zacznij od uczciwej listy swojego dnia, od poniedziałku do niedzieli. Zobacz, gdzie ucieka Ci czas i uwaga. Potem wpleć pięć minut dziennie na swój cel i buduj z tego nawyk, zamiast czekać na motywację.
Czym jest teoria pola Kurta Lewina?
To model z psychologii społecznej, który mówi, że zachowanie człowieka wynika nie tylko z niego samego, ale z całego pola sił, w którym się znajduje, a jedną z tych sił jest środowisko. W praktyce oznacza to, że otoczenie realnie wpływa na to, czy zrealizujesz swój cel.
Jak zbudować nawyk, jeśli brakuje mi czasu?
Zacznij od naprawdę małej wersji celu, na przykład pięciu minut dziennie, i powtarzaj ją konsekwentnie. Mikronawyki działają lepiej niż wielkie postanowienia, bo nie wymagają motywacji, tylko regularności.
Dlaczego motywacja nie wystarcza?
Motywacja faluje, przychodzi i odchodzi. Trwały efekt daje wytrwałość i nawyk. Efekty swojej pracy zwykle widzisz dopiero po przejściu pierwszego kawałka drogi, dlatego warto oprzeć się na regularności, a nie na chwilowym zapale.
Cały odcinek usłyszysz w podcaście Architektura dobrostanu na Spotify i YouTube. A jeśli chcesz zobaczyć, jak uczymy świadomego projektowania wnętrz i codzienności w Akademii Wnętrze to Sztuka, zajrzyj do opisu kursu Le Triptyque.

